RSS
 

moje poetyckie top 10

17 lis

Kobiety są setki tysięcy razy silniejsze od nas. Kobieta przylgnie do ziemi i nic ją nie ruszy. Kręci się razem z planetą i nic ją nie ruszy. Żadne burze, ni huragany, sztormy i tak dalej. Nie mówiąc nawet o łagodnych powiewach, które niejednego z nas zbijają z nóg. Ma wszystko w dupie, inaczej mówiąc.

Edward Stachura. Niepokorny, błękitnooki, wieczny chłopiec. Kochały się w nim polonistki. Bieszczadzkie „stachuriady” były obowiązkowym przeżyciem intelektualno – emocjonalnym w latach osiemdziesiątych. W twórczości wyprzedzał swoje czasy, chciał być i był poetą na krawędzi, na granicy, jak go określiła prof. Ewa Paczoska, tak żył, jak pisał, a jego teksty pełne są egzystencjalnych pytań o sens życia, o nasze miejsce w nim, o ”ja”. Kochał życie, ale przed nim uciekał, co ostatecznie skończyło się tragicznie – samobójstwem w mieszkanku na Grochowie. Miał 42 lata.

Życie to jest teatr

Życie to jest teatr — mówisz, ciągle opowiadasz.
Życie to jest tylko kolorowa maskarada.
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra.
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach — to jest gra.

Życie to nie teatr — ja ci na to odpowiadam.
Życie to nie tylko kolorowa maskarada.
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest.
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć.

Ty i ja — teatry to są dwa, ty i ja.
Ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w góre wznosisz brwiBolesław Leśmian w Zamościu
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle,
bo ty grasz.

Ja dusze na ramieniu wiecznie mam
Caly jestem zbudowany z ran
Lecz kaleka nie ja jestem tylko ty
Bo ty grasz.

Jutro bankiet u artystów. Ty się tam wybierasz.
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera.
Flirt i alkohole, może tańce będą też.
Drzwi otwarte potem zamkną się, no i cześć.

Wpadnę tam na chwile, zanim spuchnie atmosfera.
Wódki dwie wypije, potem cicho się pozbieram.
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb.
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.

Ty i ja — teatry to sa dwa, ty i ja.
Ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w góre wznosisz brwi
Nawet kiedy źle Ci jest, to nie jest źle,
bo ty grasz.

Ja duszę na ramieniu wiecznie mam
Cały jestem zbudowany z ran
Lecz kaleką nie ja jestem tylko ty
Bo ty grasz.

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przeciw poetom

 

„Ferdydurke” na weekend

17 lis

Leżałem w mętnym świetle, a ciało moje bało się nieznośnie, uciskając strachem mego ducha, duch uciskał ciało i każda najdrobniejsza fibra kurczyła się w oczekiwaniu, że nic się nie stanie, nic się nie odmieni, nic nigdy nie nastąpi i cokolwiek by się przedsięwzięło, nie pocznie się nic i nic. Był to lęk nieistnienia, strach niebytu, niepokój nieżycia, obawa nie-rzeczywistości, krzyk biologiczny wszystkich komórek moich wobec wewnętrznego rozdarcia, rozproszenia i rozproszkowania.

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Gęba

 

Dziennik z wyjazdu, część I

16 lis

Warszawa, 04.11.2017 – sobota

To już dziś! Właśnie z taką myślą obudziłem się po moim, jak zwykle, krótkim śnie. Powinienem, ale nie byłem jednak pełen entuzjazmu w ten jakże „normalny”, sobotni dzień. Można zadać teraz pytanie, czemu? Przecież właśnie na ten dzień przypadła moja podróż do Finlandii. Dlaczego więc brak mi było entuzjazmu? Odpowiedź jest prosta: to właśnie dzisiaj miałem przeżyć swój pierwszy lot samolotem. I to dwa razy! Z przesiadką w Monachium. Jakby tego było mało, po zapoznaniu się z zakresem materiału i słownictwa, jakiego musiałem się nauczyć, wiedziałem że nie jestem na tyle przygotowany, by w pełni zaprezentować swój stan wiedzy.

Po szybkim zjedzeniu śniadania, sprawdziłem jeszcze raz, czy aby na pewno wszystko spakowałem na wyjazd, rutyna. Jak to mówią: „Przezorny zawsze ubezpieczony”. Na moje szczęście okazało się, że o niczym nie zapomniałem. Teraz tylko dojazd do lotniska, odnalezienie reszty delegacji, pożegnanie z rodzicami i można lecieć. I tak też było. Zanim się obejrzałem byłem już w samolocie. To był właśnie ten moment, w którym musiałem sobie uświadomić w głębi duszy, że na pewno nic złego się nie stanie podczas lotu.

Po niespełna półtorej godzinie byłem już na lotnisku w Monachium, cud że żyję! Nie no, nie było aż tak źle, jak myślałem, że będzie. Teraz tylko pozostało mi odnaleźć wraz z delegacją „gate’a”, z którego nasz samolot będzie wylatywał i cierpliwe czekanie. Podczas przerwy między lotami udało mi się zrobić kilka zdjęć lotniska w Monachium. Oto niektóre z nich:

blog 1

blog 2

Ponownie po około godzinie znalazłem się w samolocie, który miał mnie już przewieźć do celu: Helsinek. Z każdą kolejną minutą wysiedzianą w samolocie, ogarniało mnie coraz większe przejęcia, a to, że coś źle powiem, zatnę się podczas rozmowy, nie będę umiał odpowiedzieć na pytanie. I tak było przez cały lot. Przynajmniej widoki miałem ładne, dzięki temu, że miałem miejsce przy oknie. Nie obyło się więc bez zdjęć:

blog4

blog3

Był wieczór, kiedy wylądowaliśmy w Finlandii, w mieście o nazwie: Vantaa i zaczęła się moja „przygoda” w Finlandii. Najpierw musieliśmy dotrzeć do szkoły, w której czekały nasze host families. Pół godziny – tyle zajęło nam dotarcie na miejsce. Było już bardzo ciemno, jak na godzinę 19. Po drodze do szkoły udało mi się spostrzec topniejący śnieg, co naprawdę mnie zaskoczyło i już miałem w głowie myśl, że pogoda tu będzie beznadziejna i nie będę w stanie niczego zwiedzić. Po przywitaniu otrzymaliśmy torby z tajemniczą zawartością. Okazało się, że w środku znajdowały się rzeczy takie jak: plan wyjazdu, flaga kraju, który reprezentuję, identyfikatory, długopis, a także breloczek, którego do dziś nie rozpakowałem. Teraz pozostało tylko poczekać na rodzinę goszczącą i pójść spać jak najszybciej. Po dwóch lotach i długiej drodze do szkoły byłem kompletnie wycieńczony i marzył mi się tylko odpoczynek. Jednak, kiedy już miałem wraz z moimi gospodarzami jechać do domu, okazało się, że nie mam walizki. Na całe szczęście wzięła ją, przez pomyłkę, koleżanka z naszej delegacji. Po tej chwili stresu i przejęcia, że ktoś mógł ukraść moją walizkę i nie miałbym, w co się przebrać, w końcu nastąpiła chwila spokoju i odprężenia. Wsiadłem do samochodu i mogliśmy bez przeszkód pojechać do domu.

Zanim się obejrzałem, byliśmy już na miejscu, nareszcie! Teraz tylko przywitać się z resztą rodziny, z moim współlokatorem i mogłem chociaż chwilę odpocząć. Moim współlokatorem był chłopak z Niemiec o imieniu Dominik. Na początku starałem się zachowywać dystans między nami, tak już mam, że jak poznaję kogoś nowego, nie potrafię się od razu otworzyć. Jak się później okazało, Dominik był bardzo fajny i cieszę się, że to na niego trafiłem, bo naprawdę dobrze spędziliśmy czas, wspólnie mieszkając.

Po zjedzonej kolacji, udałem się na dół, do naszego pokoju, by rozpakować się trochę i umyć najszybciej jak mogłem. Mimo późnej pory starczyło mi czasu, żeby poczytać przez chwilę notatki, jakie przygotowałem przed wyjazdem. Około godziny 23:30 położyłem się spać z nadzieją na lepszy, mniej wyczerpujący dzień.

Michał Abramowski, kl. 2c (Kołatka)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Miętusy i Syfony

 

konflikt nie do pogodzenia

16 lis

sztuczne fiołki
Żródło: Sztuczne Fiołki, Facebook
Obraz: Gustave Caillebotte „Cykliniarze”

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pupa

 

rocznica śmierci Andrzeja Bursy

15 lis

Sześćdziesiąt lat temu zmarł dwudziestopięcioletni Andrzej Bursa – poeta wyklęty, twórca wierszy, które nie stronią od cynizmu, brutalności i antyestetyzmu.

[Nauka chodzenia]

Tyle miałem trudności
z przezwyciężeniem prawa ciążenia
myślałem że jak wreszcie stanę na nogach
uchylą przede mną czoła
a oni w mordę
nie wiem co jest
usiłuję po bohatersku zachować pionową postawę
i nic nie rozumiem
„głupiś” mówią mi życzliwi (najgorszy gatunek łajdaków)
„w życiu trzeba się czołgać czołgać”
więc kładę się na płask
z tyłkiem anielsko – głupio wypiętym w góręBolesław Leśmian w Zamościu
i próbuję
od sandałka do kamaszka
od buciczka do trzewiczka
uczę się chodzić po świecie

[Poeta]

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat’
cierpi za miliony

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przeciw poetom

 

Gombrowicz na każdą okazję – zmęczenie szkoleniami

15 lis

Żyję w świecie, który jeszcze karmi się systemami, ideami, doktrynami, ale symptomy niestrawności są coraz wyraźniejsze, pacjent już dostał czkawki.

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Gęba

 

mózg polonistki na randce

14 lis

mozg-polonistki-na-randce-23830439-1
Źródło: Facebook

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Kosmos, Pupa

 

W dniu urodzin dziękuję za wiersz…

13 lis

Dziś świętowałby urodziny – STANISŁAW BARAŃCZAK (13 listopada 1946 r.- 26 grudnia 2014 r).

O sobie powiedział kiedyś: „Gdyby brać pod uwagę wyłącznie proporcje czasowe, można by powiedzieć, że jestem właściwie tłumaczem, natomiast poetą tylko bywam, i to znacznie rzadziej, niż zapewne miał na myśli Norwid.”

Był poetą „Nowej Fali”… i nie tylko, kierownikiem literackim studenckiego teatru „Ósmego dnia”, eseistą, wykładowcą na Harvardzie, opozycjonistą.

Wiele lat temu na małej, żółtej karteczce spisałam wiersz Poety i przypięłam w kuchni. Właśnie przeprowadziłam się do innego miasta. W moim zostawiłam Rodzinę, Przyjaciół, miejsca kochane… Było mi bezbrzeżnie smutno, dlatego szukałam czegoś, co by mnie pocieszyło, wytłumaczyło, dało nadzieję na powrót… Sama nie wiem. Przypadkiem trafiłam na niepozorny z pozoru wiersz. I to początek mądrości na żółtej karteczce…

Słowa, które miałam od tamtej chwili niemal zawsze przed oczami, uzmysławiały mi prostą, życiową prawdę, że nie wolno się przywiązywać, że nie ma nic na stałe, że nie ma potrzeby, by obrastać w rzeczy… Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Obce miasto stało się moim, nowi ludzie przyjaciółmi, nieznane miejsca oswoiłam. Jednak niezmiennie towarzyszy mi wyblakła żółta karteczka z mądrością Poety. Aktualność słów ujawnia się w kolejnych życiowych sytuacjach. Tych radosnych i tych smutnych… Bo przecież nic nie jest na zawsze, a człowiek nawet nie kontroluje terminów swoich przeprowadzek…

Za ten wiersz w dniu urodzin Twórcy – dziękuję.

wiersz na kartce

D.O.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Przeciw poetom

 

niedzielny Gombrowicz („Trans – Atlantyk”)

12 lis

Rozluźnić to  nasze oddanie się Polsce! Oderwać się choć trochę! Powstać z  klęczek! Ujawnić, zalegalizować ten biegun odczuwania, który każe jednostce bronić się przed narodem, jak przed każdą zbiorową przemocą. Uzyskać – to  najważniejsze – swobodę wobec formy polskiej, będąc Polakiem być jednak kimś obszerniejszym i wyższym od  Polaka!

Kołatka

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Gęba

 

refleksja na dzień 11 listopada – niestety taka

11 lis

Światu grozą trzy plagi, trzy zarazy.
Pierwsza – to plaga nacjonalizmu.
Druga – to plaga rasizmu.
Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu.

Te trzy plagi mają te samą cechę, wspólny mianownik – jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklaracje. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi – jest sprawa.

Ryszard Kapuściński Imperium

Problem rasizmu to problem kultury. Rasistą jest człowiek bezmyślny. Agresywny sekciarz. Cham. Ludziom, którzy uważają się za coś wyższego, niż są i niż na to zasługują, rasizm jest potrzebny jako mechanizm dominacji i samowyniesienia. Jako trampolina, która wyrzuci ich w górę. Ciemny poszukuje jeszcze ciemniejszego, by dowieść, że sam nie jest najciemniejszy. Szuka gorszego, ponieważ chce się pokazać lepszym. Musi kimś gardzić, gdyż to daje mu poczucie wyższości, pozwala zapomnieć, że on sam jest marnością.

Ryszard Kapuściński Lapidaria

my chcemy boga

my chcemy boga

 

Kołatka

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Dzienniki

 

w przeddzień 11 listopada

10 lis

Jan Kasprowicz Rzadko na moich wargach (fragmenty)

Rzadko na moich wargach -
Niech dziś to warga ma wyzna -
Jawi się krwią przepojony,
Najdroższy wyraz: Ojczyzna.

Widziałem, jak się na rynkach
Gromadzą kupczykowie,
Licytujący się wzajem,
Kto Ją najgłośniej wypowie.Bolesław Leśmian w Zamościu

Widziałem, jak między ludźmi
Ten się urządza najtaniej,
Jak poklask zdobywa i rentę,
Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.

Widziałem, jak do Jej kolan -
Wstręt dotąd serce me czuje -
Z pokłonem się cisną i radą
Najpospolitsi szuje.

Widziałem rozliczne tłumy
Z pustą, leniwą duszą,
Jak dźwiękiem orkiestry świątecznej
Resztki sumienia głuszą.

Sztandary i proporczyki,
Przemowy i procesyje,
Oto jest treść Majestatu,
Który w niewielu żyje.

Więc się nie dziwcie – ktoś może
Choć milczkiem słuszność mi przyzna -
Ze na mych wargach tak rzadko
Jawi się wyraz: Ojczyzna.

Lecz brat mój najbliższy i siostra,
W tak czarnych żałobach ninie,
Ci widzą, że chowam tę świętość
W najgłębszej serca głębinie.(…)

A potom, podniósłszy głowę
Do dalszej wstając podróży,
Woła: „Miej radość w duszy,
Bo tylko radość nie nuży.

Podporą ci będzie i brzaskiem
Ta ziemia tak bujna, tak żyzna,
Nią ci Ja jestem na zawsze
Twa ukochana Ojczyzna”.

Jakiś złośliwy złoczyńca
Pszeniczne podpala stogi,
U bram się wije niebieskich
W rozpaczy człowiek ubogi.

Jakaś mordercza zaraza
Z głodem zawiera przymierze,
Na przepełnionych cmentarzach
Krzyże się wznoszą świeże. (…)

Jakoweś idą pomruki -
Drży niepoznana puszcza,
Dęby się groźne ozwały,
Cóż to za moc je poduszcza? (…)

W mej pieśni, bogatej czy biednej -
Przyzna mi ktoś lub nie przyzna -
Żyje, tak rzadka na wargach,
Moja najdroższa Ojczyzna.

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dzienniki, Przeciw poetom

 

moje poetyckie top 10

10 lis

„Niepowtarzalność zapewniała dodatkowo jej uroda. Wyglądała naprawdę oszałamiająco. Mierzyła ponad metr osiemdziesiąt, miała ciemne włosy, jasną skórę, a oczy blade, szarozielone oczy rysia. Szczupła i niewiarygodnie gibka, była w ciągu pięćdziesięciu lat szkicowana, malowana, rzeźbiona i fotografowana przez niezliczonych artystów, poczynając od Modiglianiego. A jeśli idzie o wiersze, jakie jej poświęcono, to złożyłyby się na więcej tomów niż dzieła zebrane poetki”.

Tak o rosyjskiej poetce Annie Achmatowej pisał w eseju „Muza żałoby” Josif Brodski, zauważając nie tylko kunszt poetycki, ale i jej wyjątkową aurę. Życie artystki nie oszczędzało. W czasach stalinowskich oskarżano ją o deprawowanie młodych ludzi, ganiono za bezideowość utworów i pesymizm. Mimo to miała oddanych czytelników, ponoć córka Stalina zaczytawszy się w wierszach Achmatowej, spóźniła się na kolację z ojcem. Poetka całe życie zdobywała i traciła, nawet swoje poezje – pisała, paliła, a potem odtwarzała z pamięci. W Polsce prawie nieznana, według Jerzego Pilcha nie została zaszczycona tłumaczeniem na miarę jej talentu.

Dla mnie Achmatowa to przede wszystkim poetka na smutek rozstania, tęsknotę za minionym, żal, że coś odeszło na zawsze. Sensualna, delikatna, subtelna i kobieca.

To serce nie odpowie echem na mój zew

To serce nie odpowie echem na mój zew
w uniesień chwili ni w smutku czy potrzebie.
Skończone wszystko… I płynie mój śpiew
W noc pustą, głuchą, gdzie już nie ma ciebie.

Ach, nie strasz mnie

Ach, nie strasz mnie dolą przeklętą
I nudnym, półmrocznym wygnaniem,
To pierwsze dziś jest nasze święto,
To święto, co zwie się rozstaniem.
To nic, że nam brzask nie zaświeci
I, że księżyc nie błądzi nad nami,
Ja najpiękniejszymi na świecie
Zasypię ciebie darami:
Odbiciem na wodzie bieżącej
W godzinie, kiedy wodom spać trzeba,
Wzrokiem, co gwieździe spadającej
Nie pomógł powrócić do nieba,
Echem głosu, co teraz się zmienił,
Ale kiedyś był letni i słodki,
Abyś wysłuchać mógł bez drżenia
Wron podmoskiewskich wszystkie plotki,
Byś znalazł w tej jesiennej słocie
Milszy smak od majowych rozkoszy
I byś do pierwszego śniegu chociaż
Wspominał mnie, mój najdroższy.

przełożył Jarosław Iwaszkiewicz
obraz: Amedeo Modigliani

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przeciw poetom

 

polecamy

09 lis

czytaj-pl-2017-plakat

http://akcja.czytajpl.pl/

Kołatka

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

sprawdzając uczniowskie prace… środowy Gombrowicz

08 lis

Zdarza się bowiem, iż najlepsze ziarno zasiane
w mózgach zbyt przejściowych, wyrasta nieciekawym baobabem.

 

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Gęba

 

Przeciw jękom w sali 230.

08 lis

Kochani Uczniowie!

Zwracam się do wszystkich, z którymi mam WOK. Pragnę Was lojalnie uprzedzić, że na najbliższych lekcjach nie będę Wam pokazywała pięknych obiektów sztuki.

Chcę, aby Państwo raz na zawsze zapamiętali, że sztuka nie musi być ładna. Już wyjaśniam dlaczego. Po pierwsze przeżywanie piękna jest czymś subiektywnym, czego doświadczyli Państwo prezentując mi swoje ulubione obiekty. Już na lekcji doszliśmy do wniosku, że to co piękne, podlega ciągłym zmianom. Z jednej strony podoba nam się to co inni kiedyś, dawno uznali za piękne, z drugiej – ulegamy szybko zmieniającym się upodobaniom. Po czasie awangardy, która zresztą nigdy nie chciała schlebiać mieszczańskim gustom, załamała się wizja klasycznego pojmowania piękna. Mniej więcej od początku XX wieku kryteria oceny dzieł sztuki radykalnie się zmieniły. Te oparte na motywach mitologicznych i biblijnych po prostu przestały być wystarczające. Tradycyjnie kojarzone ze sztuką wartości takie jak ład, harmonia (kompozycji), dekoracyjność decorum, kunszt zostały wyśmiane, przewartościowane a na koniec unicestwione. Stąd bierze się często nasza bezradność wobec obiektów sztuki współczesnej. Po dada, konceptualizmie i tak zwanej sztuce krytycznej nic już nie jest proste. Kłopot polega na tym, że ciągle zaczynamy kontakt z dziełem od jego warstwy wizualnej, zmysłowej. Dopiero później analizujemy treści, do których czasami wcale nie jest łatwo dotrzeć. Będziemy to robić na najbliższych lekcjach. Proszę, nie jęczeć, że się pokazany obiekt nie podoba. Poznanie i docenienie sztuki wymaga sic. wiedzy i zaangażowania intelektualnego. Jak napisała Klara Czerniewska w książce: „Sztuka w naszym wieku” nawet pozorne negowanie warstwy estetycznej jest komunikatem o ideach i intencjach przyświecających artyście. Brzydota świetnie nadaje się do opisu współczesnego świata.

Apeluję mniej emocji, więcej intelektu. Nasze indywidualne gusta oddzielajmy od w miarę obiektywnej oceny tego czy dana praca jest artystycznie, czy historycznie wartościowa.

Jadwiga Sawicka "Butelki i kwiaty"

Jadwiga Sawicka „Butelki i kwiaty”

MC

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Sztuka a nuda

 

Roman Bratny „Kolumbowie. Rocznik 20″. Cytaty.

07 lis

Udowodnijcie nam, że dzisiejsza demokracja jest w istocie wolnością. I że można poruszać się, mówić i pisać bez obawy aresztowania, zaszczucia lub tylko usunięcia z posady – a tysiące mózgów przestaną trawić minioną przeszłość i rzucą swój wysiłek dla dobra tej, dla której, jak Polska długa i szeroka, grobami wyznaczyli szlak do wolności „stojąc z bronią u nogi”.

(Słowa tak bardzo aktualne w dzisiejszej, podzielonej przez agresywną politykę Polsce!!!)

(…) z pogardliwą litością patrzy na przygiętego pod krzyżem Chrystusa: „Biedaku, mądrzysz się, że umarłeś za ludzkość, my potrafimy umierać za jednego kumpla”.

Życie to teatr amatorski, nie widać ręki reżysera.

— A która jest teraz? — zainteresowała się godziną.
W odpowiedzi zablagował kwadrans. Ale ona była czujna. Za chwilę wyciągnęła rękę do jego zegarka. Schował dłoń za plecy, a następnie uderzył nagle wierzchem nadgarstka o marmurowy blat stolika. Szkiełko zegarka stuknęło.
— Co robisz?
— Niszczę czas…

Wojna jest czasem przyjaźni, nie miłości.

D.O.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

smutna wiadomość

06 lis

Dziś zmarł Roman Bratny – twórca m.in. Kolumbowie. Rocznik 20, powieści, z której wywodzi się nazwa generacji twórców urodzonych w latach dwudziestych. Prozaik, poeta, scenarzysta, publicysta, oficer AK, powstaniec warszawski.

4_15099842699_300



Kołatka

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Dzienniki

 

i tak całe życie… Gombrowicz na poniedziałek

06 lis

Każdy mówi nie to, co chce powiedzieć, lecz to, co wypada.

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Gęba

 

moje poetyckie top 10

03 lis

Listopad. Szaro, ciemno, deszczowo i wietrznie. Przygnębienie, smutek, melancholia. Czym się strułeś, tym się lecz. Sięgnij po Charles’a Baudelaire’a. Ten poète maudit, skandalista, dekadent, dandys i wyrzutek społeczny potrafi przenieść czytelnika w świat tak mroczny, że nie można mu się oprzeć i nie można się w nim nie zakochać.

Współczesny człowiek nie powinien (powinność – nienawidzę tego słowa) oddać się we władanie złemu nastrojowi i po ratunek leci do coacha – człowieka, który po 50 godzinach kursu za 1599 zł. staje się plastrem na złe samopoczucie, niską samoocenę i, co najgorsze, wręcz guru, czyli „tym, który prowadzi z ciemności do światła”. Zamiast poddać się urokowi spleenu tłuczą mu się po głowie głupkowate hasła typu – kiedy życie da ci cytrynę, zrób lemoniadę.

Może i komuś to potrzebne. Co człowiek, to i sposób na chandrę. Ktoś potupie przy disco polo, a ktoś uda się w rejony Nicka Cave’a. Ja wolę wyprawić się w mroczny czas w mrok Baudelaire’a. Mówiąc językiem coachingu, znajdę się wtedy w swojej strefie komfortu.

 

Charles Baudelaire – „Spleen”


Kiedy niebo jak ciężka z ołowiu pokrywa,
Miażdży umysł złej nudzie wydany na łup,
Gdy spoza chmur zasłony szare światło spływa,
Światło dnia smutniejszego niźli nocy grób;

Kiedy ziemia w wilgotne zmienia się więzienie,
Skąd ucieka nadzieja, ten płochliwy stwór,
Jak nietoperz, gdy głowa tłukąc o sklepienie,
Rozbija się bezradnie o spleśniały mur;

Gdy deszcz robi ze świata olbrzymi kryminał
I kraty naśladuje gęstwa wodnych smug,
I w mym mózgu swe lepkie sieci porozpinał
Lud oślizgłych pająków – najwstrętniejszy wróg;

Dzwony nagle z wściekłością dziką się rozdzwonią,
Śląc do nieba rozpaczą szalejący głos
Jak duchy potępieńców, co od światła stronią
I nocami się skarżą na swój straszny los.

A w duszy mej pogrzeby bez orkiestr się wloką,
W martwej ciszy – nadziei tylko słychać jęk,
Na łbie zaś mym schylonym, w triumfie, wysoko,
Czarny sztandar zatyka groźny tyran – Lęk.

Kołatka

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Przeciw poetom

 

Gombrowicz na weekend

03 lis

Cieszy mnie „nic”,
uważa dobrodziejuchna, czcigodny kompan i birbant i dorożka,
bo „nic” to jest właśnie to coś, co się robi przez całe życie.

Kołatka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Gęba